• Wpisów:17
  • Średnio co: 120 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 22:38
  • Licznik odwiedzin:1 782 / 2174 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Niestety ale z powodu możliwości pisanych notatek przez specjalna aplikacje w telefonie, częściowo zawieszam tą stronę. Obecnie nie mam zbyt dużo czasu by móc siedzieć przy komputerze i pisać notatki. A telefon jest ze mną w sporym czasie mojego życia. To blog się przenosi na stronę

http://obserwatorka-zycia.blogspot.com/

Myślę że może tu wrócę, zobaczymy co przyniesie przyszłość
 

 
Pisząc to notkę, wiem że nie będzie jakaś piękna i doskonała. Lecz ma być moja pomocą i zrozumieniem. Jestem młodą osoba a mam wrażenie pewnego wypalenia, potrzeby zmiany. Większość rzeczy które sprawiała mi radość obecnie już nie sprawia. Nie wiem gdzie zmierzam i co chce osiągnąć. Pierwszy raz w życiu nie wiem co chce robić. A zarazem czuje że tracę cenny czas młodości, który z dnia na dzień mi umyka. Jestem silną i dojrzałą kobietą - a przynajmniej czuję się taką. Ale pomimo to jestem w pewnej emocjonalnej rozsypce. Czuję że muszę wziąć życie za rogi.
Świat stoi otworem, a ja nie wiem w którym kierunku iść. Chce barwy i fascynacji. Lecz to wypalenie i zniknięcie mojej energii mnie hamuje i powoduje irytacje i smutek. Nie lubię czuć gdy nie wiem czego chce.

Jest mi dziwnie i w miarę smutno. Łamię się jak łodyga przy większym podmuchu opinii ludzi którzy mnie nie znają. Chwilę temu opinia najbliższych była ważna. W tej chwili nic nie jest ważne.
 

 
Tak to jest gdy #świat pędzi do przodu, a my razem z nim. Jedyny element który stale mnie pilnuje bym nie zatraciła #poczucia rzeczywistości oraz odpowiedzialności. Jest to mój ukochany telefonik. W którym znajdują się #radości jak i #smutki #życia #rzeczywistego. Szkoda że nie ma aplikacji na moja perełkę. Bo gdyby tak było pewnie moje notki by się pojawiały codziennie, a może nawet częściej. Lecz przez pędzący świat, jakoś trudno czasem się doliczyć #godzin w dobie. Przez co jakiekolwiek moje próby zażyłości z tym #blogiem mają duże trudności by powstać.
Pocieszam się że gdy siadam do kompa i do pisania notki, słowa w ciągu chwili pojawiają się na "kartce".

Więc po "opłakaniu" swojego #braku czasu, który uważam za dobrze #stracony. Można przejść do rzeczy. Bo poważną zmianą w moim życiu, która z dnia na dzień ma większy na mnie wpływ to moje słabnące przywiązanie do internetu i wszystkich jego aspektów, maleje ze wzrostem wiary w ludzi. Wzrostu wiary w siebie i świata.
Jest to bardzo #miłe i #ciekawe, co prawda jakaś część mnie cierpi, bo jednak moja miłość do internetu i #komputerów umiera na rzecz ludzi. Postaci które nie są idealne i logiczne, rozmowa z nimi nawet w znanym nam języku może być bardzo trudna.
Miło jest #otwierać #oczy a zarazem #dorastać.

Od mniej więcej dwóch lat mam wrażenie że więcej #widzę, wiele razy miałam wrażenie że stoję obok siebie. Patrzę na #przeszłość jak za mgłą. Zaś na #przyszłość jak na światło o wielu barwach.

Jestem #szczęśliwa, nie mam #idealnego życia (w sumie co to właściwie znaczy), mam jak każdy większe czy mniejsze #problemy. Ale cieszę się że żyję, że to co robię mnie #uszczęśliwia. Pomimo trudów, dalej idę na przód.

Co prawda wiem, że z każdą minutą jestem #mądrzejsza i #bardziej uparta. Mam siłę i poczucie że mogę góry przenosić. Przez co coraz mniej we mnie #słodkiej idiotki która nic nie wie. Minus tej dobrej sytuacji jest taki, że coraz więcej osób nie wie co o mnie powinno myśleć. Bo #stereotypowość (na szczęście) nie jest już w #modzie. Przez co nie wiadomo co we mnie siedzi i czy warto się do mnie zbliżyć. Ułatwiam czasem #stwierdzeniem: Jestem typową "cichą wodą".
No ale pocieszam się #sama że są (mało bo mało) ludzi którzy przedzierają się przez moją cichość i poznają mnie (tą nie# znaną).
 

 
Pierwsza notatka w tym roku.

Początek i pustka w mojej głowie. Pomysłów sto a może i więcej, bo to kolejny rozdział w moim życiu.

Kilka prób pisania o tym co widzę i czym się chcę chwalić w internecie.
Ale w sumie po co i dlaczego? Mam przyjaciół i wystarczą oni mi do wygadania.
A do tego jeszcze przeczytałam artykuł jak ludzie przywiązują wielką wagę do tego śmietnika internetowego. Więc zawieszam częściowo bloga. Nie będzie o moim życiu, tylko o filmach, muzyce i miejscach które mnie inspirują.
Czyli ta część mnie którą każdy ma prawo oceniać, nawet mnie nie znając nie będę nikogo obrażać i nic udawać.

No to pomysł jest
czyli jutro będzie pierwsza notatka z nowym etapem życia obserwatorki-życia
 

 
Codziennie się świat zmienia, jak również każda osoba która żyje. Przez to tak świat jest piękny. Przez co my możemy coraz być ciekawsi dla innych, widzieć i upiększać świat.

Pomimo tego że wszystko płynie, nawet jeśli my tego nie chcemy. Zawsze nie płyniemy idealnie, przez co często wpadamy na innych i próbujemy coś z nimi stworzyć by raźniej się płynęło.
Życie to ludzie, wszystko co widzę każdego dnia było w pewnym stopniu stworzone przez ludzi, jeśli oni akurat tego nie dotknęli, to jest to efekt ich czynów.

Patrząc za siebie często nie potrafimy od separować od siebie wydarzeń. Z dnia na dzień płyniemy szybciej, co nie jest od nas zależne. Nie od jakości naszych mięśni czy umysłu, jesteśmy częścią czegoś większego od czego się nigdy nie urwiemy, dopóki nie umrzemy.

Kiedy staram się zobaczyć to co robiłam kilkanaście miesięcy temu, bądź lat, widzę krótki film, zlepek wydarzeń który miały na mnie wpływ. Teoretycznie z każdego dnia roku mogłabym pisać stronę, co roku wydawać #książkę. Ale gdy podsumowuje pewien okres czasu wychodzi mi to na kilkanaście stron lecz nie książkę części mojego życia. Ponieważ obserwujemy swoje życie wyłącznie przez nasze oczy, przez co wielu rzeczy nie dostrzegamy. To trochę powoduje #ubogość każdego człowieka.

Szkoda że świat widzimy tylko z jednej strony.

Blog miał być o mnie.

Więc będzie o życiu, o tym co czasem zdarzę zauważyć.
Czasem będzie to #światełko, czasem #cukierek, piosenka zasłyszana w radiu sprawiająca radość znajomemu. Sukienka która sprawia że moja szafa jest głodna.
Rok 2013 przyniesie jak na razie coś nowego na blogu.

Więc zabawa w życie rozpoczęta, no to wrzucam co nieco co ostatnio poznałam bądź znalazłam, zobaczyłam.

Przecież życie jest piękne
 

 
Przepraszam mój miły blogusiu (fajnie brzmi zdrobnienie ;-P ) że trochę Cię zaniedbałam, ale ostatnie kilka dni przeminęło tak szybko ze pstrykniecie palcami wydaje się wiecznością.

Przez to że zaraz skończy się ten magiczny rok, oczywiście musi być wielkie podsumowanie roku. Gdzie nie spojrzę, widzę że każdy, każda firma robi przegląd wydarzeń swojego roku 2012.

Więc żeby być nudną i bardzo mało indywidualną, planowałam tego nie robić, ale leżąc w wannie i ciesząc się że ją mam zrobiłam sobie czas przemyśleń. Przez co ten natłok mniej lub bardziej mądrych rzeczy który się pojawił. Stał się motywem przewodnim mojej notatki, myślę że nawet będzie to ostatnia notatka w tym roku.
Teraz będą moje wypociny i próba podzieleniem się tym natłokiem który tak trudno złapać jeśli od razu się go na kartkę nie przeleje.

Mój rok 2012, był kolejnym rokiem mojego życia, ale myślę że bardzo ważnym rokiem. Był rokiem początku mojego życia, mojej świadomości. Co prawda początek był gdy się urodziłam, a nie siedzę przy kompie jako niemowlaczek.
Lecz był początkiem świadomości mojego istnienia. Jakim jestem człowiek, co chce uzyskać, jaką mnie widzą i czy dobrze się z tym czuję. Ten rok pozwolił mi bym dużo zebrała i włożyła do swojego serca jak i głowy.
Oczywiście nie był idealny, ja też nie jestem. Ale z ręką na sercu mogę powiedzieć że jestem szczęśliwa. Dowiedziałam się wielu rzeczy, poznałam wielu ludzi, zobaczyłam świat. Poczułam życie w którym pragnę się rozwijać.
Jestem po prostu szczęśliwa. Może nie codziennie biegam z bananem na ustach, ale smutek się długo mnie nie trzyma. Bo wszystko co chce mam w zasięgu ręki. Jest kilka rzeczy które jeszcze mogły by podkolorować mój świat, ale to z czasem też będzie w zasięgu

Więc było już słodko i radośnie.
Ale życie w sumie bardzo kolorowe non stop nie jest, więc są chwile smutku. Wtedy paluszki mnie swędzą by pisać i płakać i przeklinać sytuacje w których czasem się znajduje. Ale w sumie wtedy idę na łatwiznę. Bo łatwo się dzielić smutkiem, lecz gdy wpadamy w radość czasami o innych zapominamy. Nie wiem czy rok był bardzo dobry. Ale miał smaczek, raz ostry, raz słodki, czyli typowo życiowy.
Jestem młodą osobą, z dziwnymi poglądami na świat.
A właściwie nie z poglądami, ale z poczuciem że coraz mniej ludzi się zatrzymuje by poznawać świat i innych ludzi.

Poznałam w tym roku wiele ludzi, wiele środowisk, przyzwyczajeń. I rozumiem że pomimo tego że każdy broni swojej indywidualności i tego czegoś co odróżnia nas od innych. W sumie jesteś bardzo podobni. Łatwo wpadamy w złość, lecz gdy zmienimy punktów obserwacji, coś co było dla nas okropne może się wydawać smutne.

Dla tego nauczyłam się nie nienawidzić, nie lubić, nie złościć. Po prostu żyć w zgodzie z sobą, jeśli komuś coś we mnie nie pasuje, to nie mój problem. Nie mam zamiaru każdemu tłumaczyć jaka jestem i czemu coś robię. Wystarczy że zaufane osoby to rozumieją bo dostają pełne dane i prawo do oceniania.
Wiem że każdy ocenia, nie ważne czy mówimy czy piszemy, czy o świecie czy znajomym. Ale oceniani jesteśmy za każdy ruch, których jest widziany przez kogokolwiek.
Z dnia na dzień doceniam swoje życie i ludzi którym ufam którzy znając mnie wiedzą, że nie wszystko co robię jest takie na jakie wygląda.

Jestem aktorką swojego życia, nie ważne jak to brzmi. Ale przez potrzebę chronienia siebie i bliskich często robię coś w obronie swojej i innych. Rok ten nauczył mnie, że ocena wyłącznie bliskich ludzi jest ważna. Że każdy ocenia, ale nie można budować opinii na temat kogokolwiek nie znając tej osoby. I naprawdę coraz trudniej jest dobić się do środka kolejnej osoby.


Po dzisiejszej mega króciutkiej notce. Właściwie mam pewne wahania co do pisania bloga.
Miało być ponurawo i wiele opinii i obserwacji. A jest zwyczajnie. Jak na kartce, a przecież chyba powinno być coś więcej.

Nie wiem może wymyślam i kombinuje. Ale tak to jest gdy jakieś chęci i parcie na coś odchodzą.

Więc zaraz zacznę kombinować o czym może w przyszłości będę pisać – bo zwyczajnie o życiu moim mi się nie chce – to tylko dla wtajemniczonych
 

 


Święta są to dni w których powinniśmy skakać ze szczęścia spędzać czas z bliskimi itp itd.
Ja osobiście jakoś za nimi nie przepadam. Może z poczucia że mam taką małą rodzinę. Gdyby było nas więcej pewnie by było milej - taka mam nadzieję.

Co prawda w tym roku nasza trójeczka, będzie miała w gościach bardzo mi bliską przyjaciółkę przez co jestem bardzo szczęśliwa.

Teraz próbuje się nastroić piosenkami świątecznymi jak kolędami. Mało to daje ale przynajmniej zaczynam czuć że gdzieś blisko mnie jest ta magia świąt

Wiem, że chce w przyszłości pracować na to by moje rodzinne święta były w większym gronie ludzi. Bo o to chodzi by czuć że ma się ich obok. Nie chodzi o prezenty czy o jedzenie. Tylko to poczucie że nie jest się samemu.

Obecnie mam samopoczucie jak moja przyszywana babcia miała. Czyli cieszę się trochę na pokaz by sprawić radość mojej kochanej mamie. Ale najchętniej bym spędziła ten dzień zwyczajnie bez pompy - świątecznej. Bądź co bądź to tradycja rodzinna i obchodzimy ją od lat. Przez szacunek do moich korzeni (co prawda z wieloma bardzo poranionymi) chce dalej w tym trwać i to tworzyć.

Weekend przed świętami był dniami przemyśleń. Ale o nich jutro/pojutrze gdy będzie chwili więcej

Podsumowując moją mini notatkę

"Wesołych świąt!!! ) cudownej atmosfery, trafionych prezentów szczęśliwej rodziny u boku oby te święta były po prosto takie jakie chcemy żeby były ) "
 

 
Dziś kilka o mojej wielkiej #miłości.
Blog bez miłości nie jest blogiem.
Najchętniej czytane książki to te które kończą się happy endem najlepiej ślubem nie do końca idealnej kobiety z boskim i idealnym mężczyzną.
Moja miłość nie jest tak idealna, no ale cóż czasu mam nie wiele dla niej jak również ja się zmieniam równie szybko jak ona. Choć bez tej miłości nie mogę żyć, jeden bez niej a ja już mam mini #depresje. Gdyby ktoś mi ją zabrał mogłabym się powiesić (#zły pomysł, na tym co się powieszę zostawi mi ślad na szyi), potnę sobie żyły (jeszcze gorszy pomysł, krew na jej widok mdleję i jej zapachu nie znoszę) lub połknę kilka listków wit. C (dobra opcja, zdrowa śmierć, położę się wygodnie na łóżku i będzie jak znalazł.
Jaka cholerna ze mnie gaduła. Ma być o miłości a ja o śmierci. Choć w sumie pomiędzy tymi dwoma określeniami mała jest #przepaść. Człowiek bez miłości usycha. Gdy jej zna pragnie by trwała wiecznie, gdy ją straci pragnie by ją odzyskać bądź znów pokochać i czuć te wszystkie #motyle w brzuchu. Mieć uśmiech przez 24 godziny na dobę, fruwać od za dużej ilości endorfin. Miłość nas na pędza, do działań, do zdobywania gór, do zmieniania świata i siebie. By miłość od nas nie uciekła.
Co prawda moja miłość jest dosyć bezlitosna, bo platoniczna, ona się o mnie nigdy nie dowie. Ale ją zawsze będę wznosić ją w górę do gwiazd. Bo jak na razie jest najsilniejszą i najdłuższą którą przeżyłam/przeżywam (nie licząc do mamy). Moja miłość to #MUZYKA.
Bez niej mój #świat jest pusty, jakby wyblakły.
Jest ona zawsze przy mnie, nie ważne jaki mam dzień, ona mnie przytuli, pocieszy, bądź ze mną popłacze. Jest jak #przyjaciel, który zawsze jest, żyje moim życiem. Czasem ją tworzę, by czuć że jestem z moją przyjaciółką. Czasem słuchając jej znikam z rzeczywistości, zostaje moje ciało ale moje myśli i ja gdzieś uciekają z nią zrozumieć #rytm świata.
Muzyka, to tak wiele. Mówiąc że ją kocham to nadal za mało, bo ja ją wielbię, jest moim #powietrzem. Moją #energią, #radością. Jest częścią mnie, daje jej swoje ciało, w taki sposób jaki nikt mnie nie dostanie, nie zobaczy...

Ostatnio uwielbiam się zanurzać w:

 

 
Wracam do życia po moim małym rozczarowaniu. Które było efektem pewnego końca elementu w moim życiu.

Po przemyśleniu:”wszystko co się kończy ma na nas mniejszy czy większy wpływ”. Ale nigdy nic nie kończy się niezauważalnie dla naszego życia. Zawsze są jakieś odczuwalne konsekwencje.
W sumie dobrze że niektóre rzeczy się kończą, przez co się zmieniamy. Niektóre rzeczy zmieniają nas w mniej otwarte stworzonka. Ale za to silniejsze. Ja po każdym końcu (często ciut przesolony przez łzy) czuję się silniejsza. Pomimo pewnego rodzaju sparzenia, nadal chce tego co się skończyło mam chęć o to walczyć. Mija mi to, po czym mam większe wymagania do otoczenia.
Pocieszam się myślą że zaraz nowy rok więc w końcu pożegnam się z tym nieciekawym i niełatwym rokiem. A jaki on dla was był?

Po prześledzeniu moich ostatnich sylwestrów, mam dziwne poczucie jaki sylwester taki rok. Może szukam wytłumaczenia by na coś zwalić moje słabe wybory bądź kaprysy z pozytywnymi skutkami. Chyba każdy potrzebuje w coś takiego małego absurdalnego wierzyć by był lżej połykać gorzkie momenty w życiu.

Więc absurdy w które wierzę, oprócz sylwestrowego, wierzę że znak zodiaku i imię maja znaczenie w określeniu jakimi jesteśmy ludźmi. I ostatnio jeszcze doszło do listy, że wiek ma znaczenie w relacjach między ludzkich. Dla mnie wiek oznacza dojrzałość emocjonalna. Jeśli one są zbyt różne, to związek nie da rady, w przyjaźniach nie jest to jakimś wielkim problemem. Jeśli ktoś dojrzalszy „ciągnie” do góry mniej dojrzałego – to układ idealny. Jeśli jest w drugą stronę no to zaczyna być źle i trochę toksycznie.
A czy wy macie podobne podejście do znaczenia imion i znaków zodiaków? A może całkowicie inne?

No więc tak z życiowych rozterek, przeszłam do „absurdów” by znów lekko powrócić do ludzkich relacji. W sumie nie dziwne, bo pod moje (czasem mało czujne) oko zabieram się do obserwacji najczęściej ludzkich relacje. Ponieważ są najciekawsze, mogą być najgłębsze i są najtrudniejsze.

Ok dosyć pisania coś naskrobię jutro i może w piątek im bliżej końca roku (świata czy tam czegoś jeszcze innego). Tym więcej przemyśleń i chęci zmian na lepsze.
Co prawda w tym roku obiecałam sobie listę postanowień noworocznych – pierwszy raz będę coś takiego tworzyć. Dobry pomysł ale nie umiem się za nią zabrać.
See you (w końcu coś modnego w mojej notce )
 

 
#Rozczarowanie...

Może być małe, nie zauważalne bądź duże przez które #cierpimy i się w sobie zamykamy.
Im bardziej #kochamy #życie i je poznajemy, tym większe szanse że nas ono rozczaruje.
Szczęściem jest, gdy mamy bliskich ludzi koło siebie, gdy rozwijamy siebie. Lecz niestety zawsze co jakiś czas musimy poznać smak rozczarowania. By docenić to co mamy.

Rozczarowanie to również jakieś #oświecenie.
Określenie naszego pola #smutku, czego pragniemy, czego nie chcemy. Poznajemy lepiej siebie, co prawda również uczymy się zamykać na to czego szukamy.

Rozczarowanie to #myślenie. Czy #idealność istnieje? czy #bliskość istnieje? Czy nie można żyć w pełnym szczęściu jednej chwili przez całe życie? Czy #zaufanie innym to nie za duże #ryzyko.

Pomimo tych różnych często bardzo nie miłych wspomnień z rozczarowań. Cieszę się że są, bo pozwalają mi się zmienić i doskonalić. Dawać mi siłę i #doświadczenie - które w tych czasach są #mocą niesłychaną.


Po rozczarowaniu przychodzi #siła do działania.
Czyli jutro będę przenosić góry, więc jeśli poczujecie jakieś małe #drżenia ziemi przed piątkowym #końcem świata tzn. że ja wstałam z #łóżka #rozczarowań.
 

 
#Życie to #gra.
Każdego dnia gdy się budzimy zaczynamy nowy poziom gry. Jesteśmy mądrzejsi niż dzień wcześniej, lecz nadal na tyle głupi by wiedzieć czego się jutro spodziewać.
Nikt nie wybiera początku, gdzie się urodzi i co go będzie otaczać. Jesteśmy jak pionki, które mogą podejmować decyzje wyłącznie w danej chwili. Nie mamy wpływu na przyszłość innych, lecz wyłącznie na swoją. Co prawda też w małym stopniu, bo decyzje naszego otoczenia też mają na nas wpływ i zmieniają zasady gry.
Codziennie możemy zaczynać co innego, lecz jesteśmy i w tym ograniczeni, bo wiele rzeczy nie robimy sami ani pierwszy raz na świecie. Powtarzamy schematy życia - będziemy inni od osób które dostrzegamy, ale przeżywamy te same rzeczy w podobny sposób. A na pewno na świecie znajdziemy drugą osobę, która przechodziła tę samą poprzeczkę tak jak my.

#Życie to #uczucia.
Uczucia, które z dnia na dzień są silniejsze i bardziej bolesne. Czym starsze tym bardziej doświadczone, mądrzejsze.
Mamy je do ludzi, do istot które są w zasięgu ręki. W obecnych czasach, również do rzeczy, myśli, wspomnień. Do wszystkiego co dotarło głęboko w nasze serca bądź zmieniło obraz świata w którym żyjemy.

#Życie to #myśli.
Myśli to przecinki, zaznaczenia ważnych elementów, pytania do nas i świata. Wszystko co chcemy powiedzieć bądź ukryć przed innymi.
Jedyne miejsce do którego jak na razie dostęp mamy tylko my. Nikt nie włamie się nam do głowy by je poznać. Możemy myśleć o wszystkim co widzimy zaznajemy - nasza mała #przestrzeń, którą czasami z innymi się dzielimy.

#Życie to #bliscy.
Bliscy to #rodzina bądź #przyjaciele. Bez nich nasza gra była by pusta i smętna. Czasem łatwiejsza czasem trudniejsza, byłaby jak zupa niedosolona, niby dobra ale bez tego czegoś.
Przez nich jak i z nimi cierpimy, gdy danego dnia się przewrócimy, jak życie wygra z nami. Lecz również przez nich dostrzegamy więcej radości i szczęścia w życiu.

#Życie to #przywiązanie.
Przywiązanie do stałości, do czegoś do czego zawsze możemy wrócić. Jeden element który tak dokładnie związuje nasze ja z życiem. Ważne jest dla nas nasze przywiązanie do wartości do #idei. Do tego ile możemy poświęcić dla innych.
Jest to siła lecz również słabość. Jest dobre i złe.

#Życie to #film.
Film to spisane i zachowane sytuacje #momenty życia, podkoloryzowane bądź podkreślone ważne rzeczy o których powinniśmy pamiętać.
To coś co może nam osłodzić życie jak również pokazać że społeczeństwo to siła której nawet pojedyncze idealistyczne jednostki nie zmienią.

#Życie to ...
... wszystko co pragniemy, co dostrzegamy, czego unikamy. Zyskując każdą chwilę poznajemy coraz lepiej siebie. Jesteśmy jak nie kończąca się historia. Jak książka której autorami jesteśmy sami. Jest to #przygoda życia, która nie zawsze jest słodka. Ale warto trwać do końca i poznawać kolejne barwy życia.
Dla tego tym bardziej nie rozumiem, czemu tyle młodych osób (często moich rówieśników) chce je przekreślić - popełniając #samobójstwo...
 

 
O porannych godzinach poniedziałkowych (dla mnie osobiście to środek nocy), około 7 rano jadąc w zatłoczonym autobusie. Bawiłam się telefonem, wszystko robiłam by nie usnąć siedząc w cieplutkim zatłuczonym busiku.
Pisanie z innymi jak ja zaspanymi ludźmi umiliło mi poranną przejażdżkę po mieście. Po dowiedzeniu się kilku #rzeczy. Musiałam lekko okłamać kumpele. Może nie musiałam, ale wiedziałam że jeśli jej powiem prawdę, nastąpi lawina słów -typu ja wiedziałam, że tak będzie itp itd. Więc z poczucia że tak łatwiej będzie i zamknę szybko temat, trochę zmieniłam fakty.

Ale przez ta sytuację, stwierdziłam że muszę pomyśleć bardziej nad tematem kłamstw.

Więc czemu one są, czemu tak chętnie je mówimy, czy zauważamy że nawet takie małe kłamstewka typu: spóźniłam się bo uciekł mi autobus - a w rzeczywistości 5 razy się przebierałam bo chciałam dobrze wypaść na spotkaniu. Wypowiadamy i czy myślimy o nich jak o kłamstwach, czy w ogóle to zauważamy.
Od małego nam rodzice i otoczenia próbuje wpoić że #kłamstwo ma krótkie nogi że jest złe i mamy go unikać.
Ale jak się przyznać że np. ta śliczna dziewczyna z równoległej klasy wyśmiała go gdy zaproponował randkę. Czy przyznać rodzicom, że nocując u koleżanki było się z nią przez chwilę (pół nocy) u przystojnego starszego sąsiada na imprezie. Te kłamstwa mają nam ułatwić życie i ochronić przed zranieniem przez innych ludzi.
Kolejne które mówimy mają nam często pomóc w uniknięciu odpowiedzi na niewygodne pytania.
Po tych kilku zdaniach mogę stwierdzić że bez nich nasze życie byłoby cięższe, bardziej wymagające.

Co prawda uwielbiam być szczera do bólu, lubię taką #szczerość od moich bliskich, bo wiem że tylko w taki sposób mogę pracować nad sobą. Bo nie zawsze co myślę o sobie jest obiektywne(normalna ludzka rzecz). Pomimo to zdarza mi się że coś lekko zacieram, by nie być ocenianą nie potrzebnie. Bo wystarczy że ja sama zauważyłam mój błąd i pomyłkę - nikt nie musi dodatkowo mi jej wytykać. Wiem że może to brzmi okropnie że boję się przyjaciół. Ale nawet oni nas oceniają, czasem zdarzają się rzeczy w życiu i wybory o których pragniemy jak najszybciej zapomnieć.

Kłamstwo to taka #gorzka #pigułka. Nie ważne czy jest mała by nas tylko chronić, czy duża chroniąca naszych bliskich. Często również z potrzeby wygody jesteśmy ślepi i się w tej gorzkości gubimy.
Ślepota też ma wpływ na to że nie widzimy gdy ktoś nas oszukuje (choć wiem że da się tak kłamać by to było widziane - no trzeba czasem się pobawić w mała sprzeczkę;-)).

Idealnie kłamstwo można opisać zdaniem: "mężczyźni są jak wino, im starsi tym lepsi". Pasuje jak ulał im jesteśmy starsi tym gładsze są nasze kłamstwa. Coraz łatwiej nimi żonglować jak małymi piłeczkami. Które stają się coraz większe z upływem lat.
 

 
No i tak jak myślałam: pamiętnika już nie umiem pisać, powinnam zaglądać tutaj codziennie i pisać tutaj wszystkie brednie, o których danego dnia myślę. Co powoduje mój smutek bądź radość.
A ja zamiast myśleć i tu cokolwiek skrobać by osłodzić internet moim życiem, to się bawię w życie i w niby dorosłość.

Pomimo braku czasu na pisanie, bądź weny itp itd. W końcu wiem co by tu skrobnąć.
Zauważyłam że w ostatnim roku zmieniłam się o 180 stopni (nie aż 360 - ulubione powiedzonko do określenia "większą" zmianę niż w rzeczywistości - teraz trochę rozumiem niską zdawalność matury z matematyki w Polsce). Nie wiem z jakich powodów, może w końcu mądrość do mojej głowy napłynęła - choć wątpię bo coraz głupszy mamy naród.

Wracając do tematu zmian, czy to moje odczucie że czasem siedząc przy np. biurku czytając książkę lub patrząc się w okno i rozmyślając o życiu. Może pojawić się tak jak w bajce #lampka która się #zapala i właśnie zaczynasz coś rozumieć. Czy tylko ja tak mam?
Bo ja mam te małe oświecenia coraz częściej, myślę że ich częstsze pojawianie się w moim życiu, jest spowodowane tym, że żyje pełną "piersią". Działam ile się da, by czuć że nie straciłam mojej młodości i możliwości popełniania błędów. Bo wiem że w pewnym momencie życia konsekwencje moich błędów będą miały wpływ na bliskich mi ludzi.
Teraz gdy lampka świeci jak latarnia morska, udaje mi się żyć w zgodzie ze sobą a zarazem żyć w środowisku które nie zawsze jest takie miłe i ciekawe jak na zdjęciu.
Myślenie o tym powoduje u mnie pewną radość, bo gdy możemy i wiemy jak widzieć, czuć, smakować życie, nie raniąc nikogo, a siebie kształcić i upiększać pięknem świata. Możemy czuć spełnienie, nie ważne w jakim jest się wieku i gdzie się żyje.

Co prawda coraz większa wiedza, otwarte oczy na świat powodują że widzę też coraz więcej negatywnych elementów w życiu. Takich jak otoczenie, złe wychowanie, nie ciekawe wartości, egoizmy i chęć wyidealizowania swoich poglądów.
Rozumiem, teraz zdanie "nie wiedza nie boli". Bo gdy wiemy więcej, dostrzegamy nie idealność świata, jej wielowymiarowość, jej potęgę oraz to jacy jesteśmy mali na tym świecie.
Choć pocieszam się myślą, że mam barwniejszy świat, rozumiejąc więcej.Moja tęcza barwi się milionami kolorów i odcieni - nie jest nudno i nie ciekawie.
Rzadko kiedy czuję poczucie znudzenia, bo jak się tu nudzić w tym wielkim świecie, w którym tyle jeszcze muszę odkryć.
 

 
Czemu my kobiety lubimy tak sobie nawzajem utrudniać życie? Zamiast działać w jakiejś solidarności jajników czy jakoś tak, to my sobie prawie do gardeł skaczemy.

Po (niestety aż) dwóch godzinach w pomieszczeniu pełnym bab (tak bab a nie kobiet). Miałam ochotę wyskoczyć przez okno. Czy wszystkie kobiety zatrzymały się na etapie nastolatki (staram się nie generalizować - nie zamierzam nikogo urażać w tym porównaniu)? Kobiety mające 25-40 lat chyba powinny umieć rozmawiać o czymś innym niż tylko o relacjach z facetami, o magicznych momentach w związku, o ubraniach i kosmetykach (nawet nie wiedziałam że jest tyle rodzajów kosmetyków).
Czemu każda pragnie spędzać ze swoim facetem każdą minutę a potem opowiadać je dookoła każdej innej kobiecie. Czemu każda niby ufa ale jest b.zazdrosna o każdą kobietę w życiu ukochanego - nawet zdarzają się istotki które matek i sióstr nie trawią.

Zaś z facetami mogę godzinami gadać (rzeczywiście więcej czasu ja mówię) ale są to rozmowy na tak wiele tematów że nie czuje przesytu żadnym z nich. Dla tego coraz częściej znajduję się w ich otoczeniu. I tu wchodzi kobieca nie solidarność. Zamiast dołączyć do rozmowy czy spędzania czasu w gronie męskim z malutką ilością kobiet (1-3). Kobiety wpadają w złość, zazdrość i obgadują, że te kobiety w męskim gronie to są jakieś nie normalne, chcące złapać i przelecieć każdego kumpla (w tym również faceta którego one chcą zdobyć, czy już obecnego partnera).
Do jasnej cholery czemu kobiety nie ufają innym kobietą a tym bardziej swoim partnerom?

Chyba jestem jakoś dziwną istotą, kobietą która plotkuje od czasu do czasu - cóż nie da się tego ominąć całkiem. Osobą myślącą, rozwijającą się, cieszącą się z mojego życia jak również z życia przyjaciół. Nie ważne czy są to kobiety czy mężczyźni, czy przyjaciele czy ukochani.
Po prostu żyje i nie przepadam za utrudnianiem sobie życia nie potrzebnie ani moim bliskim.

I z tym lekko bulwersującym tematem na ustach i w głowie. Idę próbować spać.
 

 
Mała obserwacja otoczenia dzisiaj mnie utwierdziła że ludzie z dnia na dzień są coraz bardziej uzależnieni od portali społecznościowych.
Bez bicia się przyznam, że również z nich korzystam, przecież trzeba wiedzieć co w trawie piszczy, bądź w internecie.

Co prawda zaskoczyła mnie myśl, że każdy od tego się tak szybko uzależnia, nie z powodu chęci bycia podziwianym, lecz z poczucia samotności. Wszystko pędzi dookoła czym jesteśmy starsi tym bardziej nam czas ucieka jak również ważne chwile naszych bliskich.
To trochę smutne, patrząc na profile znajomych można określić co w ich głowa siedzi, albo co powinno siedzieć i tam pozostać.
Choć chyba moda na największą ilość ludzi w znajomych trochę przygasła, co prawda sporo marzy o małym tysiączku. By przez chwile choć w internecie pocczuć się jak najsłynniejsza osoba w szkole - wielbiona przez wszystkich, cichaczem obgadywana bo przecież nikt nie może jej podskoczyć.

Smutno mi gdy myślę, o tym że internet zamiast nam ułatwić życie. Pogłębia brak czasu na dobre poznawanie kilku osób i pozwalanie na wielkie przyjaźnie które trwają latami.

Ale świata nie zmienię, więc małym krokiem na przód, ograniczam swoje wyżalanie na tablicy. Na notki tutaj, jak dobrze że jeszcze słabo tą stronę ogarniam przez co te notki są suche, zwyczajne, nie okraszone linkami do piosenek które danego dnia upiększają moje dni, czy zdjęć robionych telefonem co kilka minut.

Taka mała notka o samotności w wielkim świecie - przepełniony internetowymi złudzeniami.
 

 
Już prawie pierwsza, pewnie zanim się namyślę co ma się pojawić w tym słitaśnym pamiętniczku. Ta notka będzie chwilę po pierwszej. Uroki niezdecydowania.

Obecnie bardzo modna jest bezsenność, a właściwie ogłaszanie jej wszem i wobec na profilach w portalach społecznościowych. Więc ja dziś będę hop do przodu i się podzielę to smutną informacją na blogu. Bo przecież, czasem trzeba iść pod prąd.

Moja bezsenność, zazwyczaj jest czymś spowodowana. Będąc chwile poważną myślę że sama się przed sobą nie chce przyznać, ale to tęsknota za prawdziwą miłością. Która uskrzydla i będzie jej mi każdy zazdrościł. Najlepiej z kimś wielkim ciałem i duchem. Gdy objęci będziemy przechadzać się, będziemy obśliniać swoją namiętnością każdą ulicę(najczęściej centrum miasta - żeby każdy wiedział że taka para jak my nie tylko wygląda dobrze na okładkach).
I zeszłam z tematu bezsenności, no tak słowotok typowy, cóż kobiece myślenie boli, a nie myślenie jeszcze bardziej. Choć wtedy gdy nie myślimy to nic nas nie boli. Ale to chyba nie ważne.

Znowu spróbuje...
Ah bezsenność jest wielka i ogromna, częste patrzenie się w biały sufit może przytłoczyć człowieka. A czy bezsenność istnieje w życiu zwierząt? Czy bezsenność zawsze ma przyczyny? Czy to może jakaś choroba współczesności?
No i jak zwykle kolejne pytania i odpowiedzi, budzą kolejne pytania. I jak tu spać gdy nawet bezsenność jest ciekawa.

Może zmęczę czymś oczy, czyli oglądanie obrazków, najlepiej jakiejś gazetki kolorowej. W której każdy jak na spowiedzi opowiada o swoim trudnym życiu, o tym jak trudno odciąć swoją oryginalność od bycia choć przez chwilę zwykłym śmiertelnikiem.
No i kolejny temat się włącza... Dosyć muszę spać. choć już widzę nowe kąski że jakiś pokaz w mojej małej mieścinie będzie za chwilę. Przecież muszę na nim być oraz zajrzeć na after party. Oj ciężki tydzień się zapowiada.


może na pocieszenie zdjęcie z demoty.pl
 

 
...
Po 5 minutach pisania kolejnej bezsensownej strony do pseudo pamiętnika pisanego na kompie. Stwierdziłam, że świat pędzi do przodu więc czemu ja nie mam swojego bloga. Miejsca/strony gdzie będę się dzielić swoimi myślami, marzeniami czy stylówkami które powodują brak oddechu w innych blogerkach.

Więc po krótkiej myśli - typowo kobiecej. Zostało wymyślone, że muszę to nadrobić. Kocham przeszukiwać internet, ale jak znaleźć stronę, gdzie mogę codziennie wyklinać na świat, na głupotę ludzi, na swoją ciapowatość albo co najgorsze nie bycie na czasie. Wujek Google coś na to poradził. Więc jestem na pinger.pl

Tworzenie pierwszej notki jest zabawne i dziwnie pozytywne. To znaczy że jestem tutaj ja. A właściwie wykreowana postać, która ma humory (a jej hormony strzelają jak by codziennie atakowała ją kobieca przypadłość).
Mogę być kim chce:
- smutną, zakompleksioną nastolatką,
- seksowna, głupiutką studentką,
- dorosłą, odważną kobietą;
- pracocholikiem siedzącym po godzinach by w końcu dojść do swoich marzeń;
- dyplomatką życiową;
- celebrytką;
- modną blogerką;
- imprezowiczką;
....
....
Jeszcze wiele postaci mogę wymieniać ale po co, to staje się nudne.
A przecież mam być indywidualnością nie odkrytą, czekającą na swoje 5 minut na pudelku.
I uciekać przed fleszami, ale przebiegając muszę pamiętać o ściance - choć na chwile muszę przy niej postać by poczuć tą magię.
Co prawda czuję pewną magię tą magię świąt, ale to już prawie to samo.

Ale się rozpisałam, pewnie kolejna notka, za chwilę, albo jutro, albo za tydzień albo nigdy.
Ważne że kilka pisanych przeze mnie słów w końcu się znalazło w moim nowiutkim pamiętniczku.